Powrót za kierownicę - start w Tarmac Masters

Jeśli chodzi o „rajdowe” starty swoją Micrą, to zdecydowanie można powiedzieć, że ostatnio jestem takim niedzielnym kierowcą, wyjeżdżam na zawody raz do roku. W 2019 chciałbym to zmienić, daruje sobie starty w imprezach typu KJS, skupiam się na tym żeby zebrać jak najwięcej doświadczenia, już tylko na trasach SKJS-ów. W ostatni weekend rozpocząłem sezon rajdowy od startu w 3 Rally Ireco Motorsport, pierwszej rundy popularnego cyklu dla amatorów - Tarmac Masters. Zapraszam do podsumowania z tej imprezy.

Przygotowania…

… a było tego trochę. Pod koniec wakacji 2018, kupiłem rozbitą Micre z motosportu, żeby wydobyć z niej krótką skrzynie. Auto, które zakupiłem ścigało się wcześniej na dolnym śląsku (Tarmac Masters) i okazało się na tyle fajne, że nie wiedziałem, które zostawić sobie. Zamówiłem części, tak żeby dało się „nowym” nabytkiem przejechać i sprawdzić jak się sprawuje. Niezastąpiony serwis w Białymstoku złożył części i zimą pojechaliśmy na tor w Białymstoku. Efekt testu, był taki, że dalej nie wiedziałem co począć, auta wydawały się bardzo podobnie zachowywać, chociaż, przez zimowe warunki na torze ciężko było ocenić to obiektywnie. Odpowiedzią na to pytanie była hamowania, ale to wiązało się z przekładaniem skrzyni między samochodami, żeby mieć wiarygodne wyniki. Ostatecznie Micra, którą posiadałem już długi czas „wygrała” ten pojedynek, silnik o kilka KM więcej mocy i wyższy moment obrotowy.

Później poszło już z „górki”, szukanie felg, szukanie opon (wcale nie jest tak łatwo kupić opony do sportu w rozmiarze 13). Do tego zakup kasków i intercomu, na koniec szukanie noclegu i busa do transportu z hakiem.

Micra w trakcie badań.

Micra w trakcie badań, foto K. Rajter.

Początek przygody

Taki wyjazd to niezła wycieczka, do przejechania jest niemal cała Polska, z północnego-wschodu na południowy-zachód. Na miejsce startu, z Białegostoku do Nowej Rudy jest raptem ponad 630 km. Ekipa serwisowa wraz z samochodem na przyczepie wyjechała o północy, z piątku na sobotę, w stolicy zrobili szybki przystanek, żeby zabrać mnie i pilota na pokład busa. Później już tylko szybki przejazd pod samą granicę z Czechami. Nad ranem zatrzymaliśmy się w Bielawie, żeby wynająć auto do zapoznania z trasą i ruszyliśmy prosto na odbiór administracyjny, a później na badanie techniczne rajdówki, które przeszliśmy pozytywnie.

Rano największe wrażenie zrobił na mnie park maszyn, grubo ponad 100 samochodów rajdowych, auta R5, fantastycznie wyglądające przygotowane „beemki”, mnóstwo Hond, Clio i innych rajdowych potworów. Po chwili oddechu wyjechaliśmy z pilotem na zapoznanie z trasą rajdu, mogliśmy przejechać każdy z dwóch odcinków trzy razy. Trasa zapowiadała się kosmicznie, wąskie drogi, zakręty z „syfem” (piach i szuter), spadania, ślepe podjazdy pod górę! Jak na asfaltowy debiut, to podobno bardzo wymagająca trasa. Po zapoznaniu mieliśmy niecałe 3h wolnego, które spożytkowaliśmy na sen, ponieważ na nogach byliśmy dobrze ponad 30h.

Start

Oficjalny start odbył się w sobotę wieczorem na rynku w Nowej Rudzie, każda załoga podjeżdżał na rampę startową. Kolejka samochodów była przeogromna, całość trwała niemal 3h.

Odprawa na rynku w Nowej Rudzie, niebiesko-czerwona załoga Full Throttle na czele.

Odprawa na rynku w Nowej Rudzie, niebiesko-czerwona załoga Full Throttle na czele, foto K. Rajter.

W niedziele nasza godzina wyjazdu na trasę była 11:23, wiec mieliśmy sporo czasu żeby przygotować rano stanowisko serwisowe i oczekiwać na start. Założenia na rajd było takie, żeby zebrać doświadczenie i nie patrzeć na wyniki.

Pierwsza pętla

Wyruszyliśmy z PKC (punkt kontroli czasu) zgodnie z planem, podjechaliśmy pod OS i ustawiliśmy się w kolejce aut do startu. Totalnie nie wiedziałem czego się spodziewać, oboje z pilotem nie mieliśmy doświadczenia z takimi trasami. Kilka minut „oddechu” i wybiła nasza minuta startu, włączyłem nagrywanie na kamerach i zaciskałem mocno ręce na kierownicy. W słuchawkach słyszę, 10… 5…. 3, 2,1… GO!

Przejechałem cztery zakręty i pilotowi delikatnie pomieszały się notatki, słabo opisaliśmy to miejsce. Na szczęście trasa nie była bardzo skomplikowana, udało się jechać kolejne ~500m trochę na pamięć. Później dyktowanie szło już lepiej - chociaż, to chyba mój problem, ale ciężko mi się skupić jednocześnie na słuchaniu pilota i dobrej jeździe, może to przyjdzie z czasem, ale definitywnie muszę nad tym popracować. Przejeżdżając odcinek po drodze widziałem już ślady jak inne załogi wypadały z trasy, kilka aut już nawet stało na poboczu, kończąc rajd na pierwszym OS-ie. Dojechaliśmy do mety bez żadnych problemów, opona trzymała bardzo fajnie, auto prowadziło się dobrze. Wynik to połowa stawki 7-me miejsce, na 14 zawodników w klasie, do poprzednika zabrakło mi 0.3 sekundy, ale do pierwszej załogi aż 26 sekund! Na 4,7km trasie to był obłęd i pokazał gdzie jest nasze miejsce w szeregu. OS 2, dłuższy, bardziej wymagający odcinek z hopą i sporym podbiciem na trasie (przed którymi niepotrzebnie hamowałem). Przejazd z nastawieniem, żeby bez dojechać mety, ale troszkę agresywniej. Wynik - oczko wyżej niż poprzednio i znowu minimalna strata do poprzednika 0.5 sekundy i aż 21 sekund do załogi z P1.

Taki ciężki serwis, oby tak było zawsze.

Taki ciężki serwis, oby tak było zawsze.

Pętla druga

W serwie raczej humory nam dopisywały, umyliśmy szyby, sprawdziliśmy ciśnienie w oponach i przygotowaliśmy się do kolejnych przejazdów. Z rozmowy z pilotem wywnioskowaliśmy, że możemy przejechać tą pętle trochę agresywniej, bo było jeszcze na to „miejsce”. OS 3 udowodnił, że tak jest, porównując go do pierwszego przejazdu, poprawiłem się o 11 sekund, zdobywając 5 miejsce, byłem bardzo zadowolony i czułem, że jeszcze można szybciej. Szczególnie, że lokalne załogi z pozycji 1-4 udowadniały to swoimi czasami. OS 4 miał opóźnienia, chyba sporo załóg szukało swojego limitu i wypadło z trasy, takie oczekiwanie trochę rozbija i usypia. Ze sporym opóźnieniem ruszyliśmy na próbę, wszystko szło zgodnie z planem, do połowy odcinka. Zahaczyłem lewym przednim kołem o słupek z oponami na szykanie. Wydawało się, że niegroźna sytuacja, ale w efekcie auto przestało się prowadzić jak trzeba, geometria uciekła w las, i żeby pojechać prosto musiałem trzymać kierownicę 90 stopni skręconą w prawo. Z koła było słuchać jakieś obcieranie, auto dało się prowadzić, więc na światłach awaryjnych, bez zbędnego ryzyka dotoczyłem się do mety. Straciłem przez to spokojnie z 50 sekund.

Taka "prędkość", że się obraz rozmywał ;)

Trzecia pętla

Na serwis mieliśmy 30 minut, po zaparkowaniu Micry i zdjęciu koła, okazało się, że skrzywiłem drążek kierowniczy, a z maglownicy leje się olej. Nie wyglądało to obiecująco. Niezastąpiony Krzysiek, wyjął drążek i wyprostował go młotem, geometrie ustawił „na oko” i udało się wyruszyć do ostatnich dwóch przejazdów. Cała przygoda mnie trochę ostudziła, w klasie spadliśmy na ostatnie, 14-te miejsce. Postanowiłem, wrócić do pierwotnego planu i jechać zdecydowanie, ale bez zbędnego ryzyka. OS 5, zakończyłem na 7-mej pozycji, ze stratą 0.4 sekundy do kolejnej załogi. Ostatni odcinek, wydawało mi, że mi „siadł” i przejechałem go bardzo dobrze, ale wynik tego nie odzwierciedlał, 8-ma pozycja na mecie.

Stanie w kolejce do startu nie było aż takie złe, widoki były całiem niezłe.

Stanie w kolejce do startu nie było aż takie złe, widoki były całkiem niezłe.

Zakończenie

Zakładany plan udało się osiągnąć - meta. Przygoda z OS 4 po raz drugi uświadomiła mi, że rajdy to obrzydliwie trudna dziedzina motosportu. Tak drobny błąd mógł mnie kosztować wycofanie, utratę przejechania cennych OS-owych kilometrów, do których się tak długo przygotowywałem. Wynik końcowy to 10 miejsce, na 14 załóg w klasie. Na ostatniej pętli udało mi się odzyskać 4 pozycje. Porównując się do czołówki, w klasie, widać jak wiele mi brakuje. Brawo dla tych zawodników bo wyciskają ze swoich pojazdów (głównie Cinquecento) 110% tego co się da!

Na zakończenie zdjęcie w komplecie, dzięki Panowie za pomoc w tym starcie!

Na zakończenie zdjęcie w komplecie, dzięki Panowie za pomoc w tym starcie!

Po wizycie na Dolnym Śląsku, wydaje mi się, że ten region żyje rajdami, ludzie na odcinkach dojazdowych nas witali i pozdrawiali. Nie było słychać, narzekania o zablokowanych przejazdach i zamkniętych drogach. Tarmac Masters jako cykl to mistrzostwo samo w sobie, świetna ogranizacja, dbanie o rozgłos i medialność wydarzeń - liczba zgłoszeń mówi sama za siebie. W tym roku organizatorzy uruchomili transmisję „na żywo” z odcinków i wywiady z kierowcami na serwisie. Polecam serdecznie udział w tym cyklu. Niestety wjazd na takie zawody dla mnie to bardzo duże przedsięwzięcie, które się wiąże z dograniem wielu czynników, więc nie wiem czy będę mógł sobie pozwolić na udział w całej rundzie, chociaż bardzo bym chciał.

Na deser on board z trzeciego odcinka:



Tymczasem, już w połowie maja planuję udział w 38 Rajdzie Podlaskim, na który serdecznie zapraszam.
P.S. - ostatnio moja intensywność w pisaniu mocno spadła, początek roku miałem dość pracowity, ale nadrobię. Przygotowuje się do opisania Samsung Odyssey +, którego mam od niecałych dwóch miesięcy.


Przeczytaj jeszcze:

Czarna strona simracingu

Wyścigi i rajdy przed ekranem dostarczają wiele emocji i frajdy, lecz żeby czerpać tę satysfakcję często trzeba poświecić wiele godzin, aby skonfigur...