Lekarstwo na simracingową monotonię

Trzy lata to okres, po którym mogę spokojnie powiedzieć, że simracing to moje hobby. Przez ten czas miałem okresy wzmożonej aktywności ścigania, a czasami dopadał mnie drobny przesyt i uruchamiałem symulator rzadziej. Ale w sumie jak pokazuje Steam i moje estymacje to grając w rFactor 2, iRacing, Race Room Experience, Assetto Corsa, Dirt 1 i 2 „przebalowałem” w sumie dobrych kilkadziesiąt dni. Nie uznaje tego jako zmarnowany czas, poświeciłem go na to, co sprawa mi przyjemność, zrozumiałem w teorii jak działają samochody wyścigowe i rajdowe, objeździłem wirtualnie ogromną część torów na świecie. A dodatkowo poznałem przynajmniej kilkanaście osób, które mają podobne pasje.

Nigdy nie stawiałem sobie jakiś konkretnych celi odnośnie wirtualnego ścigania - to miało być (dalej jest) zajęcie, które ma sprawiać radość. Pomimo tego, w ostatnich miesiącach czułem jakbym trochę stanął w miejscu z rozwojem. Coś tam wiedziałem o prowadzeniu samochodu wyścigowego i ściganiu się. Ale ta wiedza nie zawsze przekładała się na wyniki na mecie wyścigu. Chciałem to zmienić i zacząłem rozglądać się za możliwymi rozwiązaniami. Pierwszym pomysłem było skorzystanie z platformy VRS, która oferuje dla iRacing gotowe setupy samochodów, filmy z poradnikami i telemetrię. Moje wyniki w pewien sposób się poprawiły, ale głównie przez to, że po prostu poświęcałem trochę więcej czasu na przygotowanie przed wyścigiem. Miałem gotowy setup i starałem się skopiować „sztuczki” kierowcy z poradnika. Patrzenie w telemetrię, poza samym spostrzeżeniem niezgodność w wykresach, niewiele mi mówiło. Generalnie zrobiłem krok do przodu, jednak nie byłem jakoś przekonany, że o to mi chodziło.

Telemetria VRS

Zaletą VRS jest to, że analiza telemetrii odbywa się z poziomu przeglądarki internetowej

Nie mogąc pozwolić sobie na zwiększenie ilości czasu na treningi w tygodniu postanowiłem znaleźć trenera, która mi pomoże. Takim sposobem trafiłem na Dawida Nowakowskiego z zespołu Triton Racing, który na codzień zajmuje się profesjonalnym szkoleniem zawodników na symulatorze. Trzy miesiące temu skontaktowałem się z Dawidem, porozmawialiśmy o moim doświadczeniu, ambicjach i ustaliliśmy, że rozpoczniemy treningi od podstaw, czyli MX-5. Szybka jazda Mazdą wymusza wykorzystanie pędu i mechanicznej przyczepności samochodu do maksimum, do tego „heel and toe” i „trail braking” - jest nad czym pracować. Przez trzy lata nazbierało mi się kilka złych nawyków, które Dawid starał się u mnie wyleczyć. Wspólna praca pozwoliła mi osiągnąć 45 miejsce w rankingu globalnym na 65184 osób - była oczywiście szansa na więcej, ale to już kwestia mojego zaanagażowania i częstotliwości wyścigów. Pomijając porównywanie do innych, to po tych kilku godzinach czuje się, że jestem bliżej tego na czym mi zależało od początku. Wiem o wiele więcej jak moja praca kierownicą i pedałami wpływa na prowadzenie się samochodu.

Nie oszukujmy się, miałem spore obiekcje w kontekście przepuszczania gotówki na treningi w grę! Ale w przypadku simracingu, traktuję to trochę inaczej, symulatory na tyle odwzorowują rzeczywistość, że elementy które podszkoliłem mogę spokojnie wykorzystać w rzeczywistości. A, że zdarza mi się od czasu do czasu ścigać w rzeczywistości to mam idealną wymówkę ;)

Tym krótkim artykułem chciałem trochę przypomnieć jak ważnym aspektem treningów w simracingu jest praca z innymi. Kontakt z zawodnikami, wspólna praktyka, wymiana niuansów to ogromna wartość. Niekoniecznie chodzi mi o to, że musi to być trener, może to np być wasz znajomy, który poświeci chwilę, aby obejrzeć wasz onboard/telemetrię. Poprzez fora i grupy na Facebooku możecie znaleźć grupy, które często organizują wspólne wyścigi, a w razie jakichkowiek dylematów znajdą się na pewno osoby chętne do pomocy. Powodzenia!


Przeczytaj jeszcze:

Simracing 101 - w co grać

Skoro masz już sprzęt niezbędny do grania, to czas wybrać w co będziemy grać. Rynek oprogramowania symulatorów jest dość aktywny, co jakiś czas powsta...